Splinter Cell: Blacklist – Recenzja

Splinter Cell: Blacklist – Recenzja

Witajcie rodacy, sam Fisher znowu powrócił – to juz kolejna odsłona tej odlschoolowej serii. Sprawdźmy wiec czy nie dostaliśmy odgrzewanego kotleta a porządna produkcje.

To dobry powrót, jeśli nie genialny. Tytułowa „Czarna lista” została stworzona przez terrorystów w celu zniszczenia tego, na czym wybiły się Stany Zjednoczone – konsumpcji, paliwa i kilku innych rzeczy. Tutaj nic nie jest oczywiste, a nawet żądania tych złych są nieokreślone. Sam zaś Sam został przez twórców oczyszczony. Nie biega już w celu dopełnienia osobistej zemsty, nie wyjaśnia niesmacznych i niezdrowych relacji, tylko ponownie jest wielki. Ma pod sobą ludzi i jest liderem. Grając w nowego Splinter Cella można poczuć się, jakby oglądało się niesamowicie wciągający serial telewizyjny, w którym główną rolę gra Sam Fisher, a rozpoczęcie każdej misji typowym szybkim najazdem kamery na specjalny stół operacyjny, jest największym dowodem na potwierdzenie tych słów.

Już od pierwszej misji jesteśmy wciągnięci w niesamowity wir wydarzeń, które szybko i dynamicznie przenoszą nas to tu, to tam. A doskonale zaprojektowane poziomy są ukłonem do początków serii. Koniec z powolnym i prostym parciem do przodu. W Black List mamy setki sposobów na to, aby przejść dany segment gry. Rury, deski, fasady budynków, murki, kosze na śmieci, niszczenie żarówek, chowanie się w cieniu i wiele innych sztuczek, aż do cichego zabijania przeciwników. Nawet chude i długie korytarze często pozwalają nam wejść do szybu wentylacyjnego, aby zajść kogoś od tyłu. Nie zabrakło również pomysłów z Conviction, a więc zaznaczania celów i szybkiego ich eliminowania (teraz jest to znacznie trudniejsze, bo żołnierze szybko się rozdzielają, a nasza broń ma określony zasięg). Pomysłowości nie było granic, a dzięki temu, że „Czarna Lista” skupia się na bardzo rozległych celach, tym samym z Samem przyjdzie nam przejść 11 misji, zwiedzając kawałek świata, poczynając od ukrytych w górach baz, przechodząc przez rządowe obiekty, a kończąc na więzieniu czy też metrze. Spektrum jest przeogromne, ale to nie wszystko. Chyba pierwszy raz w historii Sam otrzymał tak ogromną liczbę gadżetów, ogłuszające granaty, latający droid, kusze i wiele innych zabawek, za które trzeba będzie zapłacić. Tak, tak – Sam już nie dostaje zabawek za darmo – teraz za dobrze wykonane zadanie na jego konto przelewane są środki, które może odpowiednio wydawać i rozporządzać. Ba, możemy stworzyć kilka rodzajów ekwipunków w zależności od tego, jak chcemy przejść daną misję. Mamy również możliwość edytowania ich barw, aby lepiej wpasować się w otoczenie.

Pieniądze można wydawać na nieskończenie wiele rzeczy, gdyż poza wspomnianymi gadżetami, Sam ma do swojej dyspozycji samolot. Trochę śmierdzi mi to ściąganiem z Metal Gear Solid V – Snake też ma być mobilny, ale co tam! Nasz „Paladin” to niesamowita jednostka latająca, która jest jak dom, w którym rozgościli się nie tylko piloci, ale również haker i inżynier w jednej osobie, a więc Charlie Cole, Isaac Briggs, czyli pomocnik Sama, jest rowniez Anna – odpowiedzialna za zbieranie informacji, a w niedalekiej przyszłości do tej gromadki dołącza również Andriy – przemytnik broni. Każda z tych jednostek chce mieć miejsce dla siebie na tym wielkim, latającym statku, a my musimy o nich zadbać i o nas samych również. Bowiem każda akcja prowadzi do interakcji, a dając zyskujemy. Tym bardziej trzeba starać się podczas przechodzenia misji, gdy znajdowanie znajdzek to nie jedyna możliwość zarabiania dolców. Liczy się również styl przechodzenia poszczególnych etapów a mamy 3 Ducha,Pantery i Szturmowca. Najlepiej płatna jest pierwsza opcja, a więc bezszelestne przekradanie się za plecami przeciwników. Styl Pantery to zapłata za niewykrycie i mordowanie strażników nieświadomych naszej obecności. Szturmowiec to po prostu robienie wyrzynki na oczach wszystkich.

Samolot jest również bazą wypadową do różnych rejonów. To tutaj decydujemy, czy wybieramy misje główne, czy poboczne. Czasami musimy nawet zdecydować, czy lecimy do danego punktu, aby inny pominąć. To sprawia, że grę chce się przejść drugi raz, zwłaszcza, że takich decyzji jest więcej (zabić – nie zabić, dzwonić do córki, czy też nie). Przejście misji dla jednego gracza to wyczyn na 20 godzin. Wynik jest więc imponujący w świecie ogarniającym nas przez krótkie i mało rozwinięte fabularnie produkcje i co najważniejsze: misje poboczne jak i główne tworzą jedną, spójną całość.

Kampania to oczywiście samodzielne boje, ale także misje dodatkowe, które zlecają nam wspomniane osoby. Możemy je przejść samemu lub ze znajomymi. Jedne misje to typowe działanie z ukrycia w taki sposób, że nie możemy nawet nikogo wyeliminować, zaś innym razem przyjdzie nam odpierać ataki hordy wrogów. W sumie takich pobocznych zadań jest 14 i często są tak wymagające, jak te z wątku głównego.

Oczywiscie gra posiada tryb zabawy w multiplejerze jak i coopa. A skoro już „mowa” o zabawie w wiele osób, to nie zapominajmy jeszcze o trybach sieciowych. Te są akurat klasyczne i nie są świeżym podejściem do tematu. Ot Drużyny składające się z ośmiu graczy walczą przeciwko sobie. Szkoda tylko, że czasem gra robi respawn
obok wroga, który od razu nas zabija, jednak moze niedlugo otrzymamy pacza ktory to naprawi.

Warto jjeszcze wspomniec o wspaniale wpasowujących się efektach dzwiekowych. Pojawiaja sie rytmiczne bebny w momentach kiedy musimy sie kupic, odgłosy deszczu, burzy, tłuczonego szkła, pocisków to wszystko niesamowicie budują nastrój.Video rowniez nie odstaje od dzwieku, z reszta tutaj nie musze sie wywodzi bo sami widzicie jak to wyglada – cienie, wykonane postacie, i naprawdę ladnie wykończone poziomy. Nie ma tutaj do czego sie przyczepic

Jednak czy ta gra ma wady… otoz Przede wszystkim czasem smuci oskryptowanie gry. Przeciwnik idący do przodu potrafi się cofnąć, obejść daną rzecz raz jeszcze i przejść jeszcze raz tę samą ścieżkę z drugiej strony tylko dlatego, że został tak zaprogramowany. Idac dalej to wrogowie Nie widzą naszego cienia. Wolno reagują na to, iz ich kolega nie żyje albo ze leży na ziemi. Trochę to nienaturalne zachowanie.

Reasumujac Splinter Cell: Blacklist to bardzo dobra gra – jest to odejście od osobistej historii Sama Fishera i chociaż pojawia się motyw kochającego ojca, to jednak duzo mniej niz bylo to kiedys. Nasz super tajny agent ponownie jest w formie, otrzymał należyte mu stanowisko i chce pokazać, że mimo wieku doskonale radzi sobie ze złoczyńcami. Do plusow rowniez nalezy wliczyc Historie, klmat, mozliwosci przejscia misji na wiele sposobow, dlugosc rozgrywki i mnogosc gadzetow czy tez coopa. Co tu duzo mowic – jezeli nie graliscie to sprobujcie. gra otrzymuje od nas 9/10 i tym oto optymistycznym akcentem zakonczymy program dzieki serdeczne za uwage trzymajcie sie czesc.


Ocena ogólna: [star rating=”7″ max=”10″] 7/10

Ocena grafiki: [star rating=”7″ max=”10″]7/10

Ocena muzyki: [star rating=”7″ max=”10″] 7/10

Leave a Reply