Najnowsza przygoda z anime Bandai Namco zaczyna się od „poważnej” części uniwersum. Tales of Arise to opowieść o zniewolonej rasie ludzi, którzy powoli uczą się chwytać za broń i walczyć z ciemiężcami, którzy przez ponad trzy stulecia się bali swoich „panów”. Dahnanie zostali zmuszeni do cierpienia pod rządami Renanów, którzy pochodzą z zaawansowanego technologicznie świata i nie cofną się przed niczym, by wyssać zasoby tej planety i jej mieszkańców z całej ich wartości.
To juz 17 opowieść z franczyzy Tales, tak więc seria Bandai Namco doczekała się większej liczby wydań w krótszym czasie niż saga Final Fantasy od Square Enix! Mimo to Tales nigdy nie było aż tak popularne i usiane sukcesami jak FF. Pomimo szalejącego harmonogramu wydań, Tales of Arise jest pierwszym nowym wydaniem od Berseria z 2016 i jest ogólnie postrzegany jako restart całej serii. Dzięki temu posunięciu producenci próbują znaleźć nowych odbiorów dla tego tytułu i nie będę ukrywał, ale ja właśnie takim jestem. Arise wciąż opiera się na rozpoznawalnych trendach w opowiadaniu anime, które bez wątpienia widzieliście wcześniej gdzieś w czeluściach Internetu. Niektóre dobrze utarte koncepcje anime fajnie się tu sprawdzają i równoważą tą mroczną naturę opowiadania o Arise. Historia w tym tytule to ogromna przygoda, łącząca w jednym pakiecie dwie gry, każda z własnymi animowanymi sekwencjami. Pierwsza skupia się na zerwaniu kajdan niewolnictwa i przemyśleniu, w jaki sposób zniewolony lud może stworzyć własne społeczeństwo, gdy uwolni się od swoich ciemiężców, podczas gdy druga gra wchodzi na terytorium Kingdom Hearts międzygalaktycznych przygód i długich monologów o duchu i siła woli, która drzemie w nas wszystkich.
To w tej drugiej części przygoda zaczyna się trochę rozkręcać. Siła Arise tkwi w charakterach, jednoczących się ze wszystkich środowisk, by uwolnić się z krępujących ich łańcuchów. Pomarszczony Dohalim jest jak dla mnie świetnym towarzyszem i miłą niespodzianką, ponieważ jest osobą kolorową, która to będziemy widzieć na prawdę sporo przez te 30 godzin tego JRPG. Druga połowa Arise jest jednak dość monotonna, bo będziemy przeszukiwać lochy, decydując się na walki na rzecz rozwoju postaci i tutaj w wiekszości gier byłby to minus, ale siania zniszczenia w tej produkcji jest na prawdę fajne i daje satysfakcje. Generalnie cały zespół Arise’a jest naprawdę czymś dobrze wykreowanym przez Namco Bandai, a każdy gracz będzie miał inne powody do kibicowania komu innemu, tutaj troche szkoda, że zdecydowana większość budowania postaci dzieje się w pierwszej połowie gry (no chyba, że wolicie samą akcje to to zdanie was nie dotyczy)
Jedną stałą jest system walki Arise i jest fantastyczny. Podstawowym punktem wyjścia jest protagonista Alphen, który robi uniki podczas walk jako ognisty szermierz, ale podczas gdy każda postać wspierająca walczy u boku, może być okresowo wzywana do specjalnych ruchów, które naprawdę sieją zniszczenie na przeciwnikach. Arise sprawia, że zwracasz uwagę na przeciwników z którymi walczysz, zmuszając cię do nauki ich zestawów ruchów w celu wykonywania ryzykownych uników w ostatniej chwili. To rónież angażuje nas graczy by rozszyfrować, jak podejść do danego przeciwnika. Np. uderzenie tarczą Kisary powstrzyma szalejącego wroga przed szturmem na pole bitwy, kładąc go na ziemi, aby twoja drużyna mogła go dobić – itp.
Naprawdę zaskakujące jest to, jak wiele Tales of Arise czerpie z doskonałego Sekiro: Shadows Die Twice. Wiele walk Sekiro nie polegało w rzeczywistości na zmniejszaniu zdrowia wroga, ale raczej na budowaniu osobnego licznika z parowaniami i dobrze wymierzonymi atakami, aby „ogłuszać” wrogów, pozwalając tytułowemu shinobi na wykonanie ich jednym decydującym atakiem. Arise wykorzystuje tę formułę i łączy ją w szaleńczy system bitewny oparty na drużynie, pozwalając graczowi zwiększyć wskaźnik zachwiania wroga, aby mógł zadać śmiertelny cios wcześnie jednym niezwykle potężnym ruchem, jednocześnie wykorzystując specjalne sojusznicze umiejętności, aby utrzymać nadchodzące ciosy i ten licznik rośnie. Rozgrywa się to prawie jak chaotyczna gra logiczna, w której będziemy się zastanawiać się, którzy sojusznicy są dostępni do rzucenia się na wroga aby utrzymać wskaźnik oszołomienia, podczas gdy Alphen wycofuje się i ładuje jedną ze swoich umiejętności by zaatakować i unicestwić już na dobre. Pisząc to, system walki może być trochę skomplikowany do ogarnięcia – ale spokojnie, grając nic trudnego tu nie ma.
Reasumując: Tales of Arise ma świetny system walki i charyzmatyczną obsadę z którą można się zżyć. Świetnie także że Namco Bandai przedstawił w ciekawy sposób historię, co mam wrażenie ostatnio wiele produkcji zaniedbuje. Graficznie także produkcja może sie podobać zważywszy na to że optymalizacja stoi na bardzo dobrym poziomie i każdy powinien bez problemu cieszyć się stałym i wysokim FPS’em. Jeżeli szukacie dobrego JRPG’a to bez dwóch zdań ten tytuł was wciągnie.






MaXX33
Nigdy wcześniej nie grałem ani w FF ani Tales, ale to może być moja pierwsza ^^
Silwek
Gram w tę grę i jest kozak. Moja pierwsza gra Tales, walka i historia mnie tuwciągnęły…
Mateusz S.
Tales of Arise było warte 5 lat oczekiwania po Berserii, nie mogę się doczekać kolejnych gier z tej serii ! 😀
Gime99
Dzieki za recke!
Leon
Anime? Niee to nie dla mnie, chociaz wszyscy na około sie tym jarajo. jak bedzie w przesenie to pewnie kupi