Escape Simulator 2 naprawdę wciąga gracza. Wkraczasz do tego świata samotnie lub ze znajomymi i od razu zostajesz otoczony szeregiem cyfrowych escape roomów do rozwiązania, bez większego kontekstu ani żadnych wskazówek. Jesteś tylko ty, pozornie pusty etap i twój spryt. Jednak dzięki cudownie logicznemu przepływowi każdego etapu i zagadki, pustka staje się mile widzianą piaskownicą do eksploracji. Escape Simulator 2 ma trzy główne motywy przewodnie – uciekasz z zamku Drakuli, ze stacji kosmicznej i ze świata piratów. Każda część twojej podróży jest podzielona na unikalne pokoje, a bez narracji, która by cię prowadziła, jesteś zdany na siebie. Wchodząc na dziedziniec zamku Drakuli, początkowo oniemiałem. Oto pusty dziedziniec z otwartym powozem, dziwnie migoczącymi latarniami i notatkami dotyczącymi dziwnych okoliczności. Wpatrywałem się przed siebie. Rozglądałem się w lewo i w prawo. W rogu ekranu powoli migał licznik czasu, odmierzając upływ czasu. Uciekałem. Musiałem uciec. Oczywiście.
Następnie usłyszałem jajecznicę bezgłowego kurczaka. Poszedłem w prawo i zobaczyłem ścianę dziwnych symboli i cyfr rzymskich. Odkryłem dziwne pudełko z zagadką, które miało podobne wzory. Logicznie rzecz biorąc, założyłem, że istnieje między nimi związek – i zacząłem naciskać przyciski, kręcić pokrętłami. Siła nie działała, więc zmusiłem się do zwolnienia. To nie jest gra, w której można się przebić, bez względu na to, jak bardzo się starasz. W rzeczywistości zwolnienie tempa jest kluczowe, ponieważ tylko pełny obraz pozwala zrozumieć każdą scenę i sedno zagadki do rozwikłania. Z większą cierpliwością (i wyłączeniem widocznego licznika) zacząłem zadawać sobie sensowne pytania. Jak symbole są ze sobą powiązane? Dlaczego wybranie konkretnego symbolu wypycha cegłę z określoną cyfrą rzymską? W końcu logika mnie pochłonęła i rozwiązałem pierwszą zagadkę. Skrzynia z zagadkami otworzyła się, a świat Escape Simulator 2 stanął otworem. Najbardziej nowatorskim aspektem moich kolejnych wypraw była różnorodność prezentowanych zagadek. Niektóre polegały na eksploracji i wirtualnym znajdowaniu wskazówek. Otwieranie klamek i zasuw, zaglądanie do skrzynek, aby zobaczyć, co jest w środku, a nawet używanie pobliskiej łopaty do kopania w ziemi w określonym miejscu. Są zagadki związane z łamaniem kodów, a inne z obserwacją.
Odkrywasz pewne symbole na olinowaniu pirackiego statku i musisz ustalić, jak odnoszą się one do określonych kodów i kształtów na pobliskiej skrzyni ze skarbami. Widzisz rozłożoną ucztę i musisz odkryć, jakie sekrety kryją się między jabłkami a bochenkami chleba. Są momenty, w których Escape Simulator 2 jest nieco niejasny, a rozwiązania nie nasuwają się od razu. Dla gracza solo to spore wyzwanie – zwłaszcza gdy pozornie próbowałeś już wszystkiego i eksperymentowanie nie przynosi żadnych rezultatów. Istnieje system podpowiedzi, ale jest on zaskakująco skąpy i nie zawsze jasno wskazuje właściwy kierunek. W tym miejscu przydaje się odrobina pomocy ze strony przyjaciół. Podobnie jak w przypadku poprzedniczki – która pod względem estetycznym była zupełnie inną grą – w tę łamigłówkę można grać ze znajomymi. Wszyscy możecie wspólnie wchodzić do poszczególnych escape roomów i pracować nad rozwiązaniem, wymieniając się pomysłami i założeniami.
Jako gracz solo, taka współpraca nie była możliwa, więc zdarzały się momenty, w których czułem się wyraźnie zagubiony i samotny. Biorąc pod uwagę, że ogólny projekt gry jest bardzo dobrze nastawiony na rozgrywkę grupową, to moja wina, biorąc pod uwagę proces recenzowania. Warto o tym wspomnieć, ponieważ niektóre łamigłówki, które uważałem za zbyt trudne i całkowicie mi umykały, można było rozwiązać z pomocą znajomych – co gra z pewnością do tego zachęca. Mimo to, samotność dała mi ogromną satysfakcję z rozwiązania tak wielu skomplikowanych łamigłówek bez pomocy człowieka. Być może najbardziej dumnym momentem było złamanie kodu do skrzyni skarbów na etapie z pirackim statkiem, gdzie wystarczyły mi cztery słowa, każde ze strzałkami wskazującymi w innym kierunku, oraz kartka papieru z kodem, która wydawała się być powiązana. Escape Simulator 2 wywołuje euforię, gdy w końcu uda ci się to zrobić, i jeszcze większe poczucie spełnienia, gdy rozwiążesz łamigłówkę, używając wyłącznie swojej pamięci. Pojawienie się okienek z osiągnięciami po poprawnym kodzie to jak zdobycie złotej naklejki za swoje myśli. Uświadamiasz sobie, że masz mózg, i że on działa. To jak pocieranie komórek mózgowych o siebie, żeby rozpalić ogień.
Chociaż tęsknię za bardziej stylową, mniej realistyczną estetyką oryginalnego Escape Simulatora – miał on nieco więcej charakteru – zagadki i logika są tu niesamowicie mocne, dzięki czemu każde rozwiązanie wydaje się w pełni zasłużone. Jeśli masz smykałkę do łamania kodów, niezależnie od tego, czy grasz solo, czy w zespole, Escape Simulator 2 to wspaniała interpretacja prawdziwych escape roomów, z mocnymi motywami przewodnimi w połączeniu z przemyślanymi zagadkami, tworząc doświadczenie, które zdecydowanie warto podjąć. Trzymaj głowę prosto, a Twoje fale mózgowe będą pulsować, a elektryzujące zagadki będą czekać.





