QuiteOK Games i Nejcraft prezentują Laysara: Summit Kingdom. Gra typu city builder z unikalnym pazurem. Budujesz na górze, mając ograniczoną przestrzeń i zbyt częste zagrożenie lawinami.
Laysara: Summit Kingdom sprawia wrażenie gry, która powinna być dla mnie natychmiastowym sukcesem. Jestem fanem gier typu city builder i sandboxów z mikrozarządzaniem – jestem typem gracza, który bez mrugnięcia okiem traci całe weekendy na Osadników. Na papierze Laysara spełnia wszystkie wymagania: świeży, górski świat, wertykalność jako podstawowa mechanika i społeczeństwo oparte na kastach, którym trzeba się żonglować. Ale po kilku godzinach coś po prostu nie grało. I trochę czasu zajęło mi zrozumienie dlaczego. To nie jest tak naprawdę gra typu city builder (w bardziej tradycyjnym sensie). To logiczna łamigłówka logistyczna w stroju budowniczego miasta.
Laysara dzieli twoją populację na trzy kasty. Mieszkańcy nizin, rzemieślnicy i mnisi, każdy z własnymi budynkami, potrzebami i łańcuchami produkcyjnymi. Mieszkańcy nizin zajmują się ciężką pracą, taką jak pozyskiwanie żywności i podstawowych materiałów. Rzemieślnicy podejmują się bardziej wyspecjalizowanych zadań, takich jak górnictwo. Mnisi, zajmujący szczyt drabiny społecznej i góry, napędzają badania i rozwój na wyższym poziomie. To wielowarstwowe społeczeństwo powinno tworzyć interesujące współzależności. W praktyce często wydaje się, że zarządza się trzema oddzielnymi miastami, które od czasu do czasu przekazują sobie nawzajem zasoby. Kasty nie tyle się przenikają, co współistnieją, a ścisłe rozdzielenie ich ról w grze może sprawić, że cały system bardziej przypomina arkusz kalkulacyjny niż osadę.
Budowanie na zboczu góry to genialny haczyk. Ograniczona przestrzeń, trudny teren i ciągła konieczność łączenia płaskowyżów mostami i windami powinny tworzyć napięcie i kreatywność. I czasami tak się dzieje. Ale nowość znika, gdy uświadomisz sobie, że w grze mniej chodzi o kształtowanie tętniącego życiem miasta, a bardziej o rozwiązywanie przestrzennej zagadki z bardzo konkretnymi odpowiedziami. Gospodarka kręci się wokół złota, a jego wyczerpanie oznacza nagły koniec gry. To w porządku, ale wzmacnia to wrażenie, że optymalizujesz maszynę, a nie wspierasz społeczność. Na początku lawiny wydają się nadciągającym niebezpieczeństwem, zagrożeniem dla środowiska, które może pokrzyżować twoje plany. Ale gdy tylko dowiesz się, że zasadzenie kilku lasów całkowicie je neutralizuje, zagrożenie znika. Jest to tak banalne do zneutralizowania, że nasuwa się pytanie, po co w ogóle istnieje ta mechanika. Trudno poczuć napięcie, gdy rozwiązanie brzmi w zasadzie „posadź drzewa i zapomnij na zawsze”. Jednym z wyborów projektowych, który drażnił mnie bardziej niż się spodziewałem, był brak możliwości obracania budynków. Rozumiem logikę – ograniczone tereny górskie, stałe ślady – ale dodaje to niepotrzebnego tarcia. Zamiast sprawiać wrażenie celowego ograniczenia, gra sprawia wrażenie, jakby walczyła z tobą bez powodu.
Na plus Laysary trzeba zaliczyć to, że wygląda uroczo. Górska estetyka jest uderzająca, a gdy twoja osada się rozrośnie, obserwowanie twoich mieszkańców biegających po ścieżkach i mostach ma pewien urok mrówczej farmy. Przejrzystość wizualna jest znakomita, a ogólny klimat ciepły i zachęcający. Jednak grając na Xboksie, sterowanie nigdy nie wydawało się do końca naturalne. Interfejs emanuje energią „to zostało zaprojektowane pod myszkę” i choć jest funkcjonalny, nigdy nie jest wygodny. To taki rodzaj portu konsolowego, który sprawia, że myślisz: „Prawdopodobnie po kilku łatkach będzie lepiej”. Laysara: Summit Kingdom, dostępna już na PC i wszystkich konsolach za około 20 funtów, to niezła okazja i widać, że twórcy mają ambicje. Jednak premiera w wersji 1.0 sprawia wrażenie wczesnego dostępu, jakby gracze byli zapraszani do pomocy w doszlifowaniu niedociągnięć, ale za ten przywilej musieli zapłacić 20 funtów. Jest tu solidny fundament, ale gra nigdy nie dała mi tej nieodpartej fascynacji, jaką mają świetne gry o budowaniu miast. Zamiast zatracać się w rozwijającej się osadzie, czułem się, jakbym nieustannie rozwiązywał zagadkę, którą ktoś inny już rozwiązał. To gra pełna uroku, pomysłów i potencjału, ale na razie brakuje jej magii.





