Muszę przyznać, że od razu nie miałem pojęcia, czym tak naprawdę jest Blood West, zanim zacząłem grać. Kiedy po raz pierwszy zobaczycie zwiastuny FPS-a Hyperstrange, możecie pomyśleć, że to prosta, „retro” strzelanka pierwszoosobowa. To zrozumiałe, biorąc pod uwagę estetykę lat 90., mnóstwo broni i masę przerażających potworów do zastrzelenia. Rzecz jednak w tym, że tak nie jest. Zamiast tego Blood West ma o wiele więcej do zaoferowania, i to z kilku różnych perspektyw. To po pierwsze trudna, a po drugie dość głęboka gra z mnóstwem zadań i rzeczy do zrobienia. Nie da się jednak przebić przez nią, i mówię to w najściślejszym tego słowa znaczeniu, ponieważ Blood West żyje i umiera dzięki skradaniu. Eliminowanie stworów bez bycia zauważonym jest najważniejsze, a unikanie taktyk z ukrycia to przepis na katastrofę. Ale jeśli jesteś cierpliwy i lubisz czynić cienie swoim domem, czytaj dalej, bo Blood West może mieć dokładnie to, czego szukasz. Za życia cyngiel, Nieumarły Rewolwerowiec został zabity, a następnie pochowany przez wędrownego szamana indiańskiego. Szaman ten miał nadzieję, że bezimienne zwłoki, które pochował, unikną losu rewanżu, ale to się nie do końca udało. Zamiast tego Rewolwerowiec zostaje wskrzeszony przez coś, co w istocie jest połączeniem duchów, by służyć im jako broń.
Wygląda na to, że infekcja opanowała samą ziemię, a plaga widmowego terroru się rozprzestrzenia. W rezultacie amerykańskie pogranicze zaludniły wszelkiego rodzaju stwory. Zombie, mściwe duchy, powłóczące nogami potwory i demony, które idealnie pasowałyby do opowieści Lovecrafta, to wszystko jest tu na porządku dziennym. Tylko uwaga, widok tych facetów biegnących w twoją stronę nie wróży nic dobrego. Oczywiście, to od Rewolwerowca zależy, czy ich pokona i znajdzie sposób, by naprawić sytuację. A także ocalić swoją własną, przeklętą duszę. Jest tak samo przeklęty jak sam świat, a jego wieczna dusza jest praktycznie w zawieszeniu, dopóki nie wypełni swojego mrocznego zadania. W drodze do tego celu Rewolwerowiec spotka postacie, które mogą mu pomóc, a także będą handlować towarami i bronią. Gracze będą chcieli często je odwiedzać, ponieważ rozwijanie swojej postaci i wyposażenie jej w odpowiedni sprzęt to klucz do przetrwania w tym brutalnie trudnym świecie. Więc, po raz kolejny, czuję, że muszę powtórzyć, że nie rozumiałem, czym jest Blood West. Przez lata grałem w mnóstwo FPS-ów, ale w tym przypadku nie można zakładać, że rozwali się wszystko, co się rusza. Nawet jeśli masz broń miotającą pociski, musisz starać się zachować ciszę i używać jej tylko wtedy, gdy zdobędziesz zdecydowaną przewagę w danej sytuacji.
Mając to na uwadze, walka jest głównie wolniejsza i metodyczna. Złapałem się na tym, że najpierw rozglądałem się przed siebie, a potem planowałem, jak sobie poradzę w danej sytuacji. Brzmi to fajnie, to zdecydowanie może być, ale to też ogromna zmiana w porównaniu ze strzelankami, do których jestem przyzwyczajony. Sytuację komplikują same obszary, które oferuje Blood West. Gra oferuje zasadniczo trzy duże, otwarte mapy, które przypadną do gustu miłośnikom eksploracji, i pozostawia graczowi swobodę wyboru sposobu, w jaki chce je rozegrać. Możesz albo zapuścić się w dzicz, albo podążać za luźnymi instrukcjami NPC-ów i wspomnianych duchów (które zamieszkują czaszki w całym krajobrazie). Umarli po prostu nie pozostają martwi Jak mogłeś się domyślić, na początku walka toczy się wyłącznie w zwarciu, choć nie trwa to długo. Dość szybko będziesz mieć możliwość użycia stępionego topora lub sześciostrzałowca, a potem robi się o wiele ciekawiej. Rewolwerowiec może znaleźć lub kupić mnóstwo broni z Dzikiego Zachodu w Blood West, od magicznej po pospolitą. Nie spodziewaj się jednak, że którekolwiek ze stworzeń będzie łatwe do pokonania, nawet z dobrym karabinem u boku. Kiedy tylko było to możliwe, eliminowałem potwory pojedynczo, podkradając się do nich i eliminując je, zanim pozbyłem się tych, co do których byłem pewien, że nie dadzą mi rady, zanim je ugaszę.
Poza tym umieranie to nie jest coś, co zbyt często chcesz robić w Blood West. Gra karze graczy za bycie zabijanym, co obejmuje nakładanie paskudnych osłabień, takich jak ogłuszenie Rewolwerowca do tego stopnia, że praktycznie nie zyskuje on doświadczenia. Można je ukończyć, ale potrzebne będzie złoto, żeby mniej więcej przekupić te duchy, o których ciągle mówię. A do tego wszystkiego można zapomnieć o zapisywaniu gry tuż przed potencjalnie paskudnym starciem, ponieważ Blood West oferuje punkty kontrolne. No więc, staraj się nie zginąć. No dobra, to trudna gra, ale człowiek ma styl Blood West. Trzy biomy, przez które gra wysyła graczy, to mieszanka architektury naturalnej i stworzonej przez człowieka, z kilkoma dobrymi, staromodnymi miastami duchów (i mówię to dosłownie). Te lokacje zdecydowanie mają klimat retro, ale są też bardzo szczegółowe. Wszystko ma barwę lat 90., więc nie myślcie, że gra wygląda hiperrealistycznie, ale to właśnie dzięki tej nieco surowej estetyce osobowość Blood West naprawdę się wyróżnia. Wszystko ma w sobie pierwiastek grozy, nawet te na zewnątrz. Właściwie, są tam jeszcze bardziej napięte niż w zamkniętych lokacjach, bo przebywanie na łonie natury stawia cię w niebezpiecznej sytuacji. Miałem wrażenie, że w każdej chwili mogę wpaść prosto na piekielną bestię. Nie oznacza to jednak, że budynki są o wiele bezpieczniejsze – z pewnością mogą być również śmiertelną pułapką.
Wiem, że brzmię jak zdarta płyta, ale Blood West to trudna gra, która nie prowadzi gracza za rękę. Jeśli oczekujesz łatwej rozgrywki albo czegoś, co pozwoli ci poczuć się jak Rambo bez żadnych kar, to lepiej poszukaj gdzie indziej. Z drugiej strony, jeśli szukasz retro-FPS-a, który wymaga wysiłku i sprytu, oferuje mnóstwo atrakcji i ma kilka świetnych elementów graficznych, to Blood West zdecydowanie powinien znaleźć się w Twoim polu widzenia.





