Pamiętasz Syzyfa? Król z mitologii greckiej został skazany przez bogów na mozolne wtaczanie pod górę ogromnego głazu trzykrotnie większego od niego przez całą wieczność, tylko po to, by za każdym razem, gdy zbliżał się do szczytu, ten spadał z powrotem. To ostateczne ćwiczenie daremności, a pierwsze coroczne rozszerzenie Diablo IV, Vessel of Hatred, jest surowym przypomnieniem tego, czym zawsze była seria Diablo – niekończącym się cyklem zmagań. Jest powód, dla którego zeszłoroczne Diablo IV zostało ogłoszone jedną z najlepszych gier akcji RPG (ARPG), która zdefiniowała gatunek, ponieważ uczy graczy, by przyjęli podróż z łupami i budowaniem klas, a nie wynik. (Uwaga! recenzja może zawierać SPOILER’y z podstawowej wersji Diablo 4)
Vessel of Hatred zaczyna się zaraz po cliffhangerze, na którym zakończyła nas podstawowa kampania, z Lilith (Córką Nienawiści, jednym z trzech Najwyższych Złych, Królową Sukubów itd.) martwą, i odważną młodą przyjaciółką Neyrelle spływającą kajakiem złowrogo wyglądającym strumieniem, chwytającą się kamienia dusz, który zawiera uwięzioną esencję jednego z najbardziej poszukiwanych demonów – Mefista. Ostatnio widziany w Diablo II (2000), Władca Nienawiści i kolejne Najwyższe Zło jest uwięziony, ale wywiera swój bezbożny wpływ przez całą około sześciogodzinną kampanię rozszerzoną, w której gracze będą obserwować znajomy cykl zagłady i mroku, zmieszany z manifestacją czystego zła i beznadziejnych okoliczności, wraz z przebłyskami nadziei i nieuniknionym zmartwychwstaniem. Zasadniczo to podróż Bohatera Josepha Campbella na sterydach, kulminująca w kolejnym rozdziale kończącym cliffhangerem (na razie), po dość bezceremonialnym zatrzymaniu. Jako część długiej, serializowanej historii, nie ma wystarczająco dużo głębi, aby zagłębić się w swoją broń, jeśli chodzi o kampanię, choć przyznaję, że trudno przebić supergwiazdę Diablo IV, złoczyńcę Lilith, która jest prawdopodobnie jednym z najlepszych aspektów podstawowej kampanii.
To powiedziawszy, nowe próby i udręki, które napotykamy w trakcie i pomiędzy główną kampanią rozszerzenia, są niebem na ziemi dla długoletnich fanów serii Diablo, a nawet gier RPG akcji w ogóle. Pomyśl o Vessel of Hatred jako o czymś więcej niż tylko Diablo IV 2.0, ponieważ wyciąga najlepsze środowisko i świat Diablo II i łączy je z płynnością i interfejsem Diablo III (2012). Kreowanie świata, historia, rozwój fabuły i postacie, które spotykamy podczas przemierzania gęstych dżungli i tropikalnych bagien, przypominających grę Far Cry, przypominają nam to, co seria Diablo zawsze miała reprezentować. Na dodatek, w debiutanckim DLC do Diablo IV można dostrzec trwałe poczucie człowieczeństwa. To motto usłyszysz w trakcie swoich przygód w regionie Nahantu: „Gdzie pomoc jest potrzebna, pomoc jest oferowana”. Ludzie, których spotykasz po drodze, nie są fanatykami ani niewiarygodnie namiętnymi jednostkami – są po prostu ludźmi takimi jak my, ale także ludźmi, którzy wchodzą w bezpośredni konflikt ze swoją wewnętrzną potrzebą pomocy i bycia altruistycznym, szczególnie w obliczu zła.
Trudno nie rozpływać się nad głównym terenem Vessel of Hatred, bujnymi dżunglami Nahantu w Sanktuarium, nie wspominając o Kurast, mieście w sercu Nahantu. Zamiast symbolicznego miasta, zapewniającego bardzo potrzebną chwilę wytchnienia, odwiedzający gracze otrzymują pokryte mchem mosty linowe przykute do wilgotnych drewnianych domów, piramidy schodkowe inspirowane Aztekami i okazałe rzeźby zwietrzałe od pleśni i pęknięć, podkreślające majestat dawno minionych czasów. Spotkamy postacie niezależne, które nie są tylko sprzedawcami, a interesującymi osobowościami, które malują urzekający obraz bezinteresowności i koloru w świecie, który jest w dużej mierze samolubny i monotonny.
Ale co dobrego jest w stawianiu czoła złu w pojedynkę? Jeśli chcesz grać ze znajomymi, ale żaden z nich nie jest online? Vessel of Hatred ma nowy system najemników, który pozwala ci rekrutować bohaterów NPC (postaci niegrywalne), aby dołączyli do ciebie w twojej przygodzie. Wypełnia to pustkę dla graczy solo, którzy czują się dość samotni, a jednocześnie wypełnia luki dla małych grup, aby mogły ukończyć większe i wspanialsze przygody. Poznajesz kwartet postaci, z których każda ma własne unikalne historie i dzieje, aby wiernie towarzyszyć ci, gdy będziesz kroczył naprzód. Co więcej, im więcej czasu spędzasz ze swoimi wiernymi towarzyszami, tym więcej PD zdobędą, aby uwolnić nowe umiejętności i nagrody. Ostatecznie jest to miły akcent, aby uczynić doświadczenie bardziej osobistym i zachęcającym dla tych, którzy są bardziej utylitarni.
Założenie rozszerzenia doskonale uzupełnia również zupełnie nową, konfigurowalną klasę postaci – Spiritborn. Wybór tego plemiennego okazu zakorzenionego w mitycznych i magicznych korzeniach do tej rozgrywki był dla mnie oczywisty i dał mnóstwo zabawy. Postać łączy się z upiornymi zwierzętami, które obdarzają cię boskimi żywiołowymi mocami, z których każda ma swój własny zestaw unikalnych mocnych i słabych stron. Pomyśl o tym jak o Druidzie 2.0, ale nie do końca. Zwierzęcy z natury, Spiritborn kręci się wokół czterech głównych bestii. Duch goryla jest fizyczną, brutalną bestią, która czyni z ciebie tanka, podczas gdy ofensywna i uderzająca natura jaguara pozwala ci zbudować maszynę do walki wręcz DPS (obrażenia na sekundę) w stylu Dynasty Warriors. Orzeł to przede wszystkim szybowanie nad wrogami i mobilność, dzięki czemu możesz pojawić się tam, gdzie wrogowie najmniej się tego spodziewają, co sprawi, że będziesz niezwykle trudny do wyśledzenia i pokonania, a stonoga to trujące obrażenia rozpryskowe połączone z wampirycznymi właściwościami kradzieży życia.
Najlepszą i najgorszą częścią w porównaniu do istniejących klas postaci jest to, że klasa Spiritborn jest elastyczna i modułowa. Chociaż może być bardziej idealnie i łatwiej poświęcić punkty umiejętności tylko jednemu lub dwóm z tych czterech zwierząt duchowych, możesz mieszać i dopasowywać dowolną kombinację umiejętności, jakie oferuje kwartet zwierząt. To nieznane terytorium dla Diablo, gdzie możesz stworzyć build, który jest we wszystkim i mistrzem w niczym, albo możesz całkowicie zignorować tę opcję i stworzyć własnego King Konga. Nie wspominając o tym, że jako Spiritborn możesz łatwo zmienić swoje umiejętności, założyć nowe ubrania i natychmiast przejść z King Konga do Flasha. Na razie jednak mechanika rajdu wydaje się być nieco prymitywna i nie wymaga ciężkiej koordynacji ani strategicznego planowania, aby ją ukończyć. Mimo to wygląda dobrze dla społeczności Diablo, która tęskni za angażującym i znaczącym sposobem na wspólną grę.
Przede wszystkim, ten dodatek naprawdę sprawia wrażenie, że Blizzard w końcu posłuchał swojej społeczności. Jego drobne zmiany, takie jak ograniczenie zdobywania poziomów do 60 zamiast 100, sprawiają, że wspinaczka na szczyt Diablo jest skrócona i przyspieszona, co sprawia, że jest to mniej męczące, zwłaszcza gdy chcesz bawić się nowymi postaciami i buildami po każdym sezonie. Usuwa to poczucie utknięcia na płaskowyżach w połowie gry, ułatwiając wszystkim cieszenie się wszechogarniającą syzyfową naturą Diablo IV. Innym sposobem, w jaki się to objawia, jest powrót słów runicznych, pozwalających na rzucanie zaklęć na swój ekwipunek, dodając kolejną warstwę do już bogatych aspektów tworzenia buildów w podstawowej grze. Na koniec, świetnie jest zobaczyć, że Vessel of Hatred wieńczy nowa funkcjonalność matchmakingu zwana Party Finder, która biorąc pod uwagę grupowy charakter gry, niewytłumaczalnie nigdy nie była częścią serii do tej pory. Możliwość łatwego połączenia sił z grupą innych zabójców demonów jest więcej niż mile widziana, zwłaszcza biorąc pod uwagę powstanie Dark Citadel.
Biorąc wszystko pod uwagę, Vessel of Hatred wydaje się kwintesencją doświadczenia Diablo. Pomimo stosunkowo mało imponującej kampanii rozszerzenia i zaskakująco dużej liczby bugów: od frustrujących zadań, których nie da się ukończyć, po NPC-ów, którzy zabawnie mkną po mapie pieszo, dorównując twojej prędkości na koniu – to i tak spędzisz przy tym dodatku większość wieczorów, przyklejony do ekranów ekwipunku i umiejętności postaci, wzywając znajomych na czacie głosowym, aby po raz kolejny uruchomić Dark Citadel. My polecamy!





