Blisko 5 lat fani serii czekali na kolejną odsłonę otwartego sanboxa od studia avalanche, ale w końcu jest – zapraszam do recenzji gry Just Cause 3.
Fabuła nigdy nie była mocną strona tej serii, nie inaczej jest w tym przypadku. Oczywiście wcielamy się ponownie w Rica Rodrigeza i mamy do wyzwolenia kawał wielkiej wyspy spod dyktatury generał Di Ravello, który twarda ręką rządzi w każdym zakamarku dostępnego obszaru. Dodatkowo w tle ważną role pełni pewien niezwykle ważny surowiec o nazwie Bawarium, o którego wszyscy się biją… i to w sumie wszystko. Generalnie historia jest słaba i płytka, aktorstwo średnie, a dialogi nudne i przewidywalne – jednak w tej grze chodzi o coś zupełnie innego.
O rozgrywkę, a ta jest nadal zbliżona do tego co było w poprzedniczkach, tylko teraz Rico jest jak super bohater który ma zawód jednoosobowej armii niszczącej wszystko, co tylko się napatoczy w jego pole widzenia. Za wszystkie wyzwolone wioski / miasta / porty czy kamieniołomy dostajemy punkty chaosu, a im wiec ich uzbieramy tym fabula będzie popychana do przodu. No i Jak widzicie ogólne założenie jest proste jak budowa cepa – co nie znaczy ze jest złe, a wręcz przeciwnie bo radość z rozgrywki przy tym tytule jest ogromna. Oczywiście by te główne założenie dawało sporo frajdy potrzeba kilku mniejszych elementów, ale na szczęście one tu są i to całkiem dobrze wykonane.
Więcej informacji o grze znajdziesz w Video Recenzji poniżej:
Nasz sprzęt testowy. Kliknij w podzespół by zobaczyć recenzję.



