Evolve Recenzja

Mam spory problem z grami stricte multiplayerowymi. A już szczególnie tymi opartymi na kooperacji. W grach lubię być bohaterem, grającym pierwsze skrzypce herosem zbawiającym galaktykę, zagarniającym skarby i serca pięknych dam przy zachodzącym słońcu. Dołączając do rozgrywki kooperacyjnej odgrywam przeważnie ostatnią sierotę, która nie ogarnia tematu, jest niezgrana z drużyną i w ogóle zawsze zostaje w tyle i ginie jako pierwsza. Model asymetrycznego pojedynku w „Evolve” mnie zaintrygował. Chodziło o grę potworem. Widziało mi się to jako „single player experience” w grze multiplayerowej. „Wreszcie coś dla mnie!” zakrzyknąłem i zabrałem się za grę.

3Nie wiecie nawet jakież było moje rozczarowanie rutyną, banałem, nudą i miałkością płynącą z rozgrywki. I tu mógłbym zakończyć swoją recenzję, gdyby nie to że postanowiłem pograć jeszcze trochę i z każdą kolejną godziną mój pogląd na grę… ewoluował. Swego czasu sporo grałem w „Left 4 Dead”, czyli poprzednie dzieło Turtle Rock Studios. Gra była genialna o tyle, że miała niski próg wejścia i tak naprawdę nie wymuszała kooperacji. Poza tym nawet solo, w towarzystwie botów sprawiała sporo frajdy. A fabuła? Jaka fabuła? Łap broń i wal do zombiaków, a nie o fabułę pytasz! Tę chlubną tradycję związaną z niesamowicie pretekstowymi historiami twórcy kontynuują w „Evolve”. Na planecie Shear ludzie założyli kolonię. Żyli sobie w spokoju i dostatku, jednak sielanka została przerwana przez ofensywę niezbyt przyjaźnie nastawionej lokalnej fauny. W tym niezwykle potężnych, przebiegłych, szybko rozwijających się osobników. Zgodnie z zasadą „Dają to bierz, biją to… naucz się szybko biegać”, na planecie rozpoczęto prowadzenie szeroko zakrojonej akcji ewakuowania kolonistów w asyście śmiałków rzucających wyzwanie miejscowemu zwierzyńcowi zwanych łowcami. Ot i cała warstwa fabularna produkcji. Nie wiemy skąd wzięły się potwory, ani czemu są wrogo nastawione do Bogu ducha winnych kolonistów. Ale szczerze mówiąc, czy to ważne?

Mimo tak szczątkowej fabuły, twórcy pokusili się o stworzenie wyrazistych postaci. Każdy z łowców jest chodzącym workiem stereotypów od wyglądu zewnętrznego, poprzez akcent, aż po rodzaj wypowiadanych dowcipów. Patrząc na każdą z postaci, od razu możemy pokrótce określić kim jest i stworzyć sobie zarys jej profilu psychologicznego. Mimo minimalistycznych środków w postaci kilku kwestii wypowiadanych w trakcie rozgrywki, oraz drobnych scenek przed rozpoczęciem misji i w krótkich filmikach,twórcom udało się uniknąć stworzenia papierowych ludzików bez osobowości. I mimo że to raczej banda sztampowych, znanych nam ze starych filmów akcji zawadiaków, uważam że pasuje to do ogólnego klimatu produkcji. Tym bardziej, że modele postaci przywodzą na myśl te z „Team Fortress 2”, doprawione nutą mrocznej stylistyki. Jednak jak już wspomniałem warstwa fabularna ma marginalne znaczenie w grze opartej na multi. Zdecydowanie najważniejsza jest tu rozgrywka. Do naszej dyspozycji twórcy oddali mikrokampanię nazwaną ewakuacją, polegającą na szeregu misji, w której wygrana każdej ze stron wpływa na warunki w kolejnym levelu. Przykładowo po wygranej łowców pole manewru potwora może zostać ograniczone przez pola siłowe. Mimo wszystko nie wpływa to jakoś niewyobrażalnie na balans, tak aby przeciwna strona konfliktu nie miała szans na wygraną. Oprócz tego w multi mamy dostępny tryb skirmish, w którym rozgrywamy pojedyncze mecze jedynie w formie polowania, gdzie łowcy muszą powstrzymać potwora nim ten wyewoluuje i skopie im tyłki lub zniszczy obecny na mapie generator.

D4ostępne są też inne tryby rozgrywki, czyli obrona generatorów atakowanych przez potwora wspieranego dwoma spawnującymi się minionami, atak na jaja monstrum, czy ratowanie rannych kolonistów i eskortowanie ich na statek. Jednak w te zagrać możemy jedynie z zaproszonymi znajomymi lub z botami, których AI naprawdę muszę pochwalić. Mimo pozornej różnorodności tryby te polegają zasadniczo na tym samym różniąc się jedynie dodatkowymi założeniami. W każdym rodzaju meczu musimy jako łowcy utłuc potwora i vice versa grając drugą stroną konfliktu. Do tego początkowo gra jest oparta na systemie unlocków, który potrafi być niesamowicie irytujący. Aby odblokować pozostałe potwory i łowców, musimy każdym rozegrać kilka meczów. Warunkiem uzyskania dostępu do nowej postaci jest nie zdobycie określonej liczby punktów doświadczenia, nie wygranie starcia, ale zadanie odpowiednich obrażeń za pomocą każdego ze skilli. „Przecież to idiotyczne” pomyślałem i zabrałem się za odblokowywanie. Na dobrą sprawę możemy uzyskać dostęp do wszystkich postaci rozgrywając mecze solo i spawnując w kółko ataki każdym z dostępnych wojów i monstrów, aż w końcu wszystkich odblokujemy. I to jest właśnie najskuteczniejsza metoda na zepsucie sobie gry. Początkowo strasznie złościłem się na idiotyczny pomysł twórców, wymuszający na mnie korzystanie z każdego skilla i nie pozwalający mi korzystać z własnej, opracowanej taktyki. Przecież podstawową obsługę poznałem w przydługim, nudnym tutorialu i do tego obejrzałem udostępnione videoporadniki wprowadzające mnie w umiejętności każdej klasy. I to był kolejny dowód mojego błędnego myślenia.

Tak naprawdę pierwsze godziny gry w multi są kontynuacją tutorialu na zasadzie rzucenia nas na głęboką wodę i nauki poprzez doświadczenie. To rodzaj grindu, gdzie grindujemy tak naprawdę swój umysł, a słupki skilli rosną w naszej świadomości. System unlocków ma łopatologicznie zmusić nas do posługiwania się każdą umiejętnością, abyśmy pojęli kiedy i jak jej używać, aby zapewnić jej największą efektywność i tym samym dostosować taktykę do warunków panujących w trakcie rozgrywki. Naprawdę sporo czasu zajęło mi zrozumienie tego, że „Evolve” to takie jedno wielkie „co autor ma na myśli” i szczerze uważam, że to bardzo ryzykowne posunięcie ze strony twórców, gdyż wiele osób może się od gry odbić nie mając na tyle cierpliwości by móc ją docenić. Sama gra potworem na przedpremierowych zwiastunach jawiła się kierowaniem wszechpotężną istotą, która dzieli i rządzi.

W praktyce prowadzenie monstrum to w dużym stopniu 2skradanka i gra mocno taktyczna. Szczególnie w głównym trybie „Hunt”. Musimy wiedzieć kiedy uciekać, kiedy możemy sobie pozwolić na pożywienie się, cały czas zwracamy uwagę na ścigających nas łowców. Przechodzimy jednocześnie ewolucję klimatu rozgrywki od totalnego zaszczucia i desperackiej ucieczki, przez taktyczne planowanie poczynań, aż po prezentację swej potęgi w bezpośrednim starciu. Mimo, że każdy potwór rozwija się tak samo, po zjedzeniu odpowiedniej ilości dzikiej fauny przechodzi na kolejny poziom aż do trzeciego, w którym jest najpotężniejszy, każdy jest zupełnie inny, a i rozgrywka nimi diametralnie się różni. Goliath to typowy czołg. Ma gruby, trudny do zniszczenia pancerz, potrafi sprawnie się wspinać i skakać na duże odległości, a także zadaje duże obrażenia fizyczne. Kraken atakuje z powietrza. Posługuje się głównie atakami dystansowymi oraz umiejętnościami opartymi na elektryczności, zadającymi obrażenia obszarowe. Potrafi też szybko oddalać się w wypadku zagrożenia. Ostatni Wraith to cichy zabójca. Ma najsłabszy pancerz i najmniejszą żywotność, nie przeszkadza mu to jednak skutecznie wykańczać łowców. Jego skille pomagają mu przede wszystkim odciągać strategiczne cele od grupy i przeprowadzać dywersje, by stopniowo osłabiać przeciwnika. Taka sama różnorodność występuje u dzielących się na cztery klasy łowców. Trapper odpowiada za tropienie potwora i zastawianie pułapek, medyk dba o to aby drużyna zbyt szybko nie wyzionęła ducha, support wspiera towarzyszy dostępnymi gadżetami, a assault stosuje brutalną siłę. Gra każdą z postaci znacząco się różni i pokuszę się nawet o stwierdzenie, że prowadzenie medyka to zupełnie inna gra niż przeprowadzanie ataków assaultem.

Problem „Evolve” polega na zgraniu drużyny. O ile przy grze z botami, albo znajomymi nie ma problemu, tak w trakcie dołączenia do obcych ludzi, możemy się mocno frustrować jeśli trafimy na mało ogarniętą bandę. Przede wszystkim osoby prowadzące medyka i trappera decydują o być albo nie być zespołu. Jeżeli trafimy na ekipę, która nie odnajduje się w swoich rolach, nie mamy szans w walce nawet z mało doświadczonym potworem. No bo jak tu grać kiedy gonisz potwora, a jakiś debil zamyka Ci przed oczami barierę. Oczywiście z potworem poza nią. Ku mojemu zdziwieniu gra łowcami podobała mi się dużo bardziej, gdyż tak naprawdę po ogarnięciu ról konkretnych postaci, gra z takiej sobie strzelanki zmienia się w drużynową grę taktyczną z bardzo dużym naciskiem na współpracę. Spotkałem się z opinią, że gra jest niezbalansowana i potwory są mocno przekokszone. Szczególnie ostatni z nich. Zdecydowanie nie mogę się z tym zgodzić. Weźcie pod uwagę, że aby odblokować ostatniego stwora, trzeba sporo pograć dwoma poprzednimi. W ciągu kilku intensywnych godzin gracz powinien opanować w odpowiednim stopniu taktykę gry monstrum. Dzięki temu, kiedy dostaje nastawionego na skrytobójstwa i dywersję Wraitha, minimalnie niezgrana drużyna myśliwych nie ma z nim szans. Co wcale nie oznacza, że granie widmem jest łatwe i predefiniuje zwycięstwo. Mam parę zarzutów jeśli chodzi o matchmaking. Zasadniczo gra szanowała mój wybór, jednak kilkukrotnie zdarzało się, że dostawałem postać z końca mojej listy priorytetów, mimo że inne role były wolne. Podejrzewam, że twórcy szybko to poprawią, ale póki co potrafi to mocno zirytować.

1Poza tym gra ma kilka drobnych błędów takich jak przenikanie przez obiekty, czy znikające elementy otoczenia. Nic co przeszkadzałoby w rozgrywce. Chociaż raz trafiłem na coś co zadecydowało o mojej prezgranej. Grając widmem, byłem w trakcie walki z łowcami i szło mi całkiem nieźle, kiedy nagle detekcja kolizji zwariowała. Zablokowałem się na małym obszarze otoczony niewidzialnymi ścianami, które na łowców nie wpływały. Oczywiście wiązało się to z bardzo szybkim uśmierceniem mojego pupila. Jest to jakiś dziwny przypadek, który co prawda odnotowałem jednorazowo, ale niesmak pozostał. Poza tym należy zwrócić uwagę, że „Evolve” jest grą naprawdę ładną. Dokładne modele postaci, ciekawa stylistyka i dobrze zaprojektowane lokacje naprawdę robią wrażenie. Chociaż można było bardziej zróżnicować szarobure mapy. I to tyle jeśli chodzi o „Evolve”. Gra jest bardzo dobrze zrealizowanym taktycznym shooterem, a asymetrycznej strukturze multiplayer’a. Wprowadza kilka ciekawych pomysłów, jednak ma bardzo wysoki próg wejścia przez co może zniechęcić do siebie tych mniej cierpliwych graczy. Jeśli jesteście fanami dobrej taktycznej rozgrywki w multi naprawdę warto dać szansę ewolucji.

Good

  • Plusy

Bad

  • minusy
8

Bardzo Dobra

Leave a Reply